i wyczerpały się stare korowody.

Ktoś miał zawał w wyjściu awaryjnym,

ktoś wołał na pomoc przeznaczenie.

Zostało mi pięć minut na ucieczkę,

ale wykorzystałam cztery.

Rytm opuszcza zapomniane jednostki,

pływające wśród ogłupiałych słupów,

gdzie prędzej można usnąć niż położyć kamień.

Miałam zestaw oczu szklanych i raz wygrałam

w „małego sadystę”, choć starożytny żeglarz