Polana zwraca zaszczute oczy ku Gelnajowi.

— Spotkał mnie przypadkiem... I pytał tylko, kiedy mógłby przyjść po swoje rzeczy. Ma tu jeszcze swoje ubranie, tam w stajni.

— Aha, gazda wyrzucił go od razu, bez wypowiadania mu miejsca. Tak? I za cóż to, pani gospodyni?

— Pokłócili się ze sobą.

— I kiedy miał przyjść po swoje rzeczy?

— Dziś, dziś rano.

— I przyszedł?

— Nie przyszedł.

— Dlatego, że był tu w nocy! — zawołał twardo Biegl.

— Nie! Nie było go tu! Był w domu!