— Gwiżdżę na to. Gorsze to, że nic nie znalazłem. A pan?

— Alibi jak jasne pioruny, Karolku. Przez całą noc spał w sianie jak najgrzeczniejszy chłopczyk.

— Kłamią! — żachnął się Biegl.

— Oczywiście. To już mają, kolego, we krwi.

— No, w sądzie będą gadali inaczej! — grozi Biegl.

— E tam! Nie zna ich pan. Albo zrzekną się świadczenia, albo dopuszczą się krzywoprzysięstwa, jakby nigdy nic. Na wsi, Karolku, takie rzeczy to już jakby obyczaj ludowy.

— Więc co mam robić? — boczy się Biegl. — Jak pan sądzi, panie Gelnaj, czy mamy aresztować Szczepana już teraz? Że zrobił to tylko on, to murowane.

Gelnaj skinął głową na zgodę.

— Ja wiem. Ale niech pan będzie ostrożny — zaczął i nie dokończył, bo w tej chwili ozwał się cichy brzęk i Biegl ryknął:

— Stać!