W następnej chwili już był za rogiem domu.

Gelnaj poszedł z wolna za nim. Na ziemi ujrzał dwóch ludzi, ale Biegl był górą.

— Ja go potrzymam, Karolku — proponuje Gelnaj.

Biegl wstaje i podnosi Szczepana z ziemi, wykręcając mu ramię.

— Uważaj no, ty! — sapie zdyszany. — Ja cię nauczę uciekać!

Szczepan syczy przez zaciśnięte zęby, a jego twarz jest sina od bólu.

— Puśćcie — mówi sapliwie. — Ja... ja nie chciałem uciekać. Chciałem tylko do Kryvej po swoje rzeczy...

Djula pcha się między żandarmów.

— Puśćcie go! — krzyczy. — Puśćcie go, bo...

Gelnaj ujmuje go za ramię.