Sąd przesłuchuje doktora. Doktor obstaje przy swoim, że morderstwa dokonano cienkim, obłym i ostrym przedmiotem. Gdyby Hordubal był został zastrzelony, kula byłaby musiała pozostać w ciele, a nie było jej tam. I doktor obszernie objaśnia różnicę między raną kłutą a postrzałem. Prócz tego przy tak małym kalibrze morderca byłby musiał strzelać z bezpośredniej bliskości, tak że byłaby przepalona koszula, względnie i skóra na piersi.

— Czy rana mogła była zostać zadana tym przedmiotem?

Mogła. Z zupełną pewnością twierdzić tego nie może, ale przedmiot ten jest dostatecznie ostry i cienki, by można było zadać nim podobną ranę.

— Bardzo dobrze nadawałby się do zadania takiej rany — wywodzi doktor. — Tak. A śmierć nastąpiła natychmiast. — I popędliwy doktor ucieka, jakby się urwał z łańcucha.

Zeznaje lekarz więzienny. Polana Hordubalowa jest według wszystkich oznak w ósmym miesiącu ciąży.

— Oskarżona — mówi przewodniczący — nie musicie wstawać. Kto jest ojcem dziecka, które ma się urodzić?

— Juraj — szepce Polana z oczyma wbitymi w ziemię.

— Hordubal powrócił przed pięcioma miesiącami. Z kim więc macie to dziecko?

Polana milczy.

Stary Manya nie chce zeznawać. Szczepan ukrywa twarz w dłoniach, stary ojciec wysmarkuje łzy w czerwoną chustkę do nosa.