— Zabraliście ją sobie owej nocy, gdy został zamordowany Juraj Hordubal. Możecie usiąść. — I pan prokurator coś sobie triumfalnie zapisuje.
— Proszę wyprowadzić oboje oskarżonych! — rozkazuje przewodniczący sądu.
Jako świadkini zeznaje wezwana Hafia Hordubalówna.
Prowadzą niebieskooką, ładną dziewczynkę. Jest tak cicho, że nawet oddechu niczyjego nie słychać.
— Nie bój się, mała, i podejdź bliżej! — mówi głosem ojcowskim przewodniczący sądu. — Jeśli nie chcesz, to możesz nie zeznawać. Więc co, chcesz mówić?
Dziewczynka wytrzeszczonymi oczkami rozgląda się po wielmożnych panach ubranych w togi.
— Chcesz świadczyć?
Hafia grzecznie kiwa głową. Tak.
— Czy twoja matka chodziła do stajni, gdy był tam Szczepan?
— Tak, co noc.