— A kto to szedł? Nie wiesz?

Dziewczynka otwiera buzię z wielkiego zdziwienia.

— No Szczepan! Z kim by matka wyszła na dwór?

Panuje straszliwa cisza w całej sali, aż ciężko oddychać.

— Zarządzam przerwę! — mówi przewodniczący z wielkim pośpiechem i sam odprowadza Hafię za rączkę. — Jesteś miła dziewczynka — mruczy. — grzeczna i mądra. Ale ciesz się, że nie rozumiesz, o co tu chodzi.

Przysięgli szukają po kieszeniach, co by tak dać tej miłej Hafii. Tłoczą się koło niej, żeby ją przynajmniej pogłaskać po główce.

— A gdzie Szczepan? — pyta Hafia srebrnym głosikiem.

Otyły, solidny Gelnaj przepycha się przez tłum, sapie i przeciska się ku Hafii.

— Pójdź, mała, sam odprowadzę cię do domu.

Ale na korytarzach jest pełno ludzi i wszyscy podsuwają dziewczynce, co kto ma: ten jabłko, ten jajko gotowane, ów kawałek placka. Wszyscy ze wzruszenia pociągają nosami, kobiety ją całują i obficie wylewają łzy. Hafia kurczowo ściska gruby palec Gelnaja i sama bliska jest płaczu, ale Gelnaj powiada: