I Juraj nawet nie wie, jak się dostał na dół, tak jakoś, jakby prosto na łeb spadał w przepaść. Nie, skądże znowu, nie spadł, lecz siedzi na ostatnim stopniu i spada w przepaść. Tak głęboko, Jezu Chryste, tak głęboko się pada! I kto to stęka tutaj? To ty, to ty! Nie, nie stękam, tylko próbuję oddychać i nie moja to wina, że za każdym razem tak jęknie we mnie. Jeszcze i jeszcze! No, stękaj sobie! Jesteś w domu, jesteś gazda...
Hordubal przestał spadać, siedzi na ostatnim schodku i wżera się oczami w ciemność. Ty śpisz w izbie, ty jesteś gazda... Tak powiedziała. A więc to taka sprawa, Polano. Przez osiem lat byłaś sama sobie panią, a teraz się gniewasz, że będziesz miała gazdę nad sobą. Ech, duszko, popatrz dobrze, jaki on tam gazda! Siedzi na schodku i chlipie, mogłabyś mu fartuchem nos utrzeć. Taki on gospodarz! Hordubal czuje coś na twarzy, dotyka tego ręką i — mój ty Boże, przecie to jest uśmiech! Hordubal uśmiecha się w ciemność: co za gazda, parobek! Przyszedł parobek do krów, a ty, Polano, będziesz jak dziedziczka. No widzisz, wszystko da się ułożyć i pogodzić: konie i krowy, Szczepan i Juraj. Krowy ci wyhoduję takie, Polano, że miło będzie na nie patrzeć. I owce. Wszystkiego będziesz miała dość, nad wszystkim będziesz gazdowała.
No więc już można oddychać swobodnie i bez postękiwania. Możesz nabrać w siebie powietrza jak kowalski miech. Gdzie zaś, pani gospodyni, izba nie dla parobka! Pójdzie spać do krów, tam jest jego miejsce. Przynajmniej człek nie jest taki samotny, słyszy czyjś oddech. Zdarzy się czasem, że raptem przemówi na głos i sam przestraszy się swoich słów, ale do krowy odezwać się można: odwróci głowę i słucha. Dobrze się śpi w oborze.
Cicho, cicho idzie Juraj do obory. Owionął go ciepły zapach krów, poruszył się łańcuch nad drabiną. Het, het, krówki, to jestem ja. Chwała Bogu, dość tu słomy dla człowieka.
— Już bije godzina dwu-na-sta, chwal Boga, duszo chrześcijańska, i Jezusa, syna jego...
Nie, tego w Ameryce nie było.
— Strzeżcie światła, strzeżcie ognia, by nie spadła na was szkoda...
— Huu-huu-huu — trąbi stróż, jakby ryczała krowa.
VIII
Szczepan zaprzęga konie do wozu.