— Nie byłem.
— Widzisz, człowieku, a ja aż do Ameryki się zawlokłem. I co z tego mam? Nawet żony własnej teraz nie rozumiem.
— Tam to już inne są pastwiska — powiada Misio.
— A słuchaj no — pyta Juraj, jak pytywał, gdy był jeszcze chłopcem — co to za ściana rozwalona, ten zrąb w lesie?
— Co?
— Ten zrąb w lesie.
— A, ten... — Misio w zamyśleniu pyka swoją fajeczką. — Kto go tam wie. Podobno zbójnicy chcieli tam zamek budować. Ale bo to ludzie wiedzą?
— I prawda to, że tam straszy?
— Czy prawda? — powtórzył Misio ze wzruszeniem ramion.
Hordubal położył się na wznak. Dobrze tu być, myśli. A co się dzieje na dole, sam już nie wiesz. Mrowią się tam ludzie na podwórku, jeden drugiemu zawadza i omalże nie rzucą się na siebie jak koguty. Aż usta bolą, tak je mocno zaciskasz, żeby głośno nie krzyknąć.