— Ty, Juraju — z wielką powagą mówi Gerycz — nie chadzaj tu teraz do karczmy, bo znowu będzie bijatyka.
— Czemu? — dziwi się Hordubal. — Przecie ja im w drogę nie wchodzę.
— No tak — wymijająco mówi wójt — ale z kimś się muszą zawsze pobić. Idź spać, Juraju, a jutro... odpraw tego parobka.
Hordubal się zasępił.
— Co ty mówisz, Geryczu? Co, i ty się wtrącasz do moich spraw?
— Na co ci parobek z cudzej wsi — zawraca Wasyl. — Idź już, idź, Juraju, do łóżka. Ech, Juraju, Polana nie warta tego, żebyś się o nią bił!
Hordubal stoi jak słup i mruga.
— To i ty jesteś taki... podły jak oni! — zdobył się wreszcie na słowo. — Nie znasz Polany, ty... Ja tylko ją znam, a tobie zasie!84 Żebyś mi się nie ważył...
Wasyl kładzie mu rękę na ramieniu.
— Juraju, osiem lat mamy ją na oczach.