— Cóż to, Hordubalu, macie jedynaczkę w domu?

— Ano, jedna się tylko urodziła.

Stary chichocze po trosze, ale oczami bada.

— Nie gadajcie, Hordubalu, jeszcze może być i syn. Wypoczęta rola dobrze rodzi.

Juraj tylko poruszył ręką, jakby nią chciał machnąć.

— Może się jeszcze urodzić synek, dziedzic — uśmiecha się stary i śledzi oczkami. — I wyglądacie dobrze, Hordubalu. Jeszcze z pięćdziesiąt lat możecie gazdować.

Hordubal powolutku głaszcze sobie kark.

— Jak Bóg da. Zresztą Hafia nie będzie musiała czekać na dziedzictwo. Chwała Bogu, posag miałbym dla niej.

Oczy starego Manyi błyszczą.

— Tak to, tak, ludzie dużo mówią o tej Ameryce, że tam pieniądze można zbierać na ulicy.