— No, tak łatwo nie jest z tymi pieniędzmi — odpowiada Hordubal zachmurzony. — A potem jeszcze kłopot z nimi: trzymasz je w domu, ukradną ci je, oddasz je do banku, ukradną tak samo. Już lepsze byłoby gospodarstwo.

— Święta prawda — przyświadcza stary Manya.

— Rozglądam się tutaj — mówi Hordubal z wielkim zastanowieniem. — Grunt tutejszy nie używi zbyt wielu ludzi. Same moczary i błota. Myślę, że tutaj gospodarz musiałby mieć parę dziesiątków morgów takiego stepu, gdyby miał się z ziemi utrzymać.

— Prawda, owszem — ostrożnie, półgębkiem przyświadcza stary. — U nas ciężko bywa dzielić gospodarstwo. Nasz najstarszy, niby Michał, ma odziedziczyć gazdostwo, a ci inni mają dostać spłaty.

— Ile? — zapytał Juraj prosto z mostu.

Stary Manya zaskoczony pytaniem, zaczął mrugać pośpiesznie. Ej, ty, tak ci pilno, że nie dasz człowiekowi zastanowić się?

— Trzy tysiączki — mruczy, zezując gniewnie na Szczepana.

Hordubal zliczył to sobie na poczekaniu.

— Trzy razy po trzy, więc dziewięć tysięcy, powiadacie, warte wasze gospodarstwo?

— Jakże to? Trzy razy trzy? — sierdzi się88 stary. — A spłata córki?