Manya jest bliski płaczu z wściekłości.

— Nie będę! Nie chcę! Róbcie sobie, co chcecie, ale ja...

— Nie będziesz?

— Nie będę!

Hordubal odsapnął przez nos.

— Poczekaj więc!

Manya zachłystuje się. Jest mu wstyd, że ma być pośmiewiskiem całej wsi. Wolałby uciec stąd czy co...

Hordubal wychodzi z obory i ruchami gwałtownymi drze jakiś papier. Drze go na kawałki coraz mniejsze i mniejsze, spogląda na Manyę i rzuca mu strzępki papieru w twarz.

— Więc już nie jesteś narzeczonym. Możesz powiedzieć staremu, że umowę podarłem. — Ramię Hordubala w białej koszuli podnosi się w górę i wskazuje: — A tam oto jest furtka. Ruszaj!

Manya oddycha szybko, oczy zwężają mu się jak ziarna kminu.