— Nie pójdę stąd, gospodarzu.

— Pójdziesz! A gdybyś jeszcze raz wrócił, mam strzelbę.

Szczepan sinieje.

— A jeśli jednak nie pójdę?

Hordubal napiera piersią na niego. Manya ustępuje.

— Uważajcie no! — syczy.

— Nie pójdziesz?

— Dopóki nie każe mi gaździna — nie!

Hordubal warknął nagle i wali Manyę kolanem w brzuch. Manya skręca się z bólu i wtedy twarda ręka chwyta go za kołnierz, druga za portki. Szczepan leci w górę, a potem przez płot opada w pokrzywy.

— Tak — dyszy Hordubal. — Skoro nie chciałeś wyjść przez furtkę, to przez płot!