— Jak chcesz, duszko, jak chcesz — mówi Juraj posłusznie i uprzejmie. — Na próżno bym ci tu przeszkadzał.

Zamknął jeszcze wrota, zawiesił haki i powoli zawrócił ku izbie.

Gdy mu zaniesiono wieczerzę, spał.

Księga druga

I

— Juraja Hordubala zabili!

Wójt Gerycz pośpiesznie zarzuca gunię na plecy.

— Leć, chłopcze, po żandarmów! — rozkazuje szybko. — Żeby przyszli do Hordubalów.

Po podwórku zagrody Hordubala biega Polana i załamuje ręce.

— Ach mój Boże, mój Boże! — biada. — Kto to mógł zrobić! Zabili gazdę, zabili!