— Patrzcie, panowie, tu, na piersi. Wygląda to tak, jakby go czymś przebito.
— Robota domowa — mruczy wójt.
Gelnaj odwraca się z wolna ku niemu.
— Co chcecie przez to powiedzieć, panie Gerycz?
Wójt potrząsa głową.
— Nic.
Biedny Juraj, myśli sobie.
Gelnaj drapie się po potylicy.
— Patrzcie, Karolku, okno wybite.
Ale Karolek podnosi koszulę zamordowanego i zagląda pod nią.