— Dziwne — cedzi przez zęby. — To nie nóż. I tak mało krwi...

— To okno, panie Biegl — powtarza Gelnaj. — To coś dla pana.

Biegl zwraca się ku oknu. Jest zamknięte, tylko w jednej szybie wybity otwór.

— Patrzajcież! — zawołał rozbawiony. — Więc to miało być tędy. Tylko że tą dziurą nikt nie mógł przeleźć, panie Gelnaj. A tutaj w szybie są ślady diamentu, ale od wewnątrz. Pociecha pierwszej klasy!

Gerycz na palcach podchodzi do łóżka. Ej, ty biedaku, jaki ostry masz nos! I oczy ma zamknięte, jakby spał...

Biegl ostrożnie otwiera okno i wygląda na dwór.

— Naturalnie! Tegom się spodziewał — melduje z zadowoleniem. — Szkło potłuczonej szyby leży na dworze, panie Gelnaj.

Gelnaj sapnął.

— Więc wy, wójcie, powiadacie, że to robota domowa? — rzekł z wielką powagą. — Szczepana Manyi tu nie widzę.

— Będzie niezawodnie w domu, w Rybarach — odpowiada wójt niechętnie jakoś.