Biegl wtyka nos do każdego kąta.
— Nigdzie nie ma niczego przewróconego, wyłamanego...
— Mnie się to nie podoba, Karolku — powiada Gelnaj.
Biegl wyszczerzył zęby.
— Zbyt głupio zrobione, prawda? Ale niech pan poczeka, to się da ładnie opracować. Ja, panie Gelnaj, bardzo lubię wypadki jasne.
Gelnaj wychodzi na podwórko, otyły i dostojny.
— Chodźcie no tu, gaździno Hordubalowa. Kto był tej nocy w domu?
— Tylko ja i Hafia, ta mała córeczka.
— Gdzie pani spała?
— W komorze. Z Hafią.