Tu szedłem, a tam dosłownie

leżałem pod brukiem, pod pianą liści

bitą na asfalcie: oddech ziemi

strofował mnie, naprowadzał —

zaczynały się schody, korytarze.

Tak się leży, tak układa,

wyrównuje oddechy ze wszech stron —

w sobie. Tak się widzi kroki

od spodu, przeczuwa podeszwy; podejrzany

wiatr. W zajezdni dużo flag.