w spokojnym gnieździe.

Lecz o mnie Bóg zapomniał”.

J. Słowacki

To było w marcu we wtorek;

zamarzło pod nogami grząskie oparcie

dla paru przebiśniegów.

Z pudła schodów wychodziły dźwięki,

rury jak żywe wiły się pod tynkiem.

Pokrywała się grubą warstwą śniegu

trawa zieleńsza od wszystkiego.