w bezdeni nieba kędyś2 toną,

i jak sekundę każdą goni

szmer łez żałoby i szmer skonów.

I niechaj ci w rozwarte oczy

żar, jako piorun, ogniem strzeli,

i olśnij się w błyskawic bieli,

jak duch, co nad mogiły skoczy

i z nieba na skroń ściąga gromy,

aby w nich stanąć niewidomy3.

Bowiem zaiste dziś ci mówię,