Gdy musiał żyć o ledwie nie żebranym chlebie,

Lub — a myśl sama o tym barwę z twarzy zdziera3

Starać się zostać błaznem pana — lub bankiera.

Leży cicho... Już więcej nie przyjdzie ta jędza

Z szczękami trupiej głowy, co się zowie nędza,

Już nie przyjdzie i marzeń mu więcej nie starga...

Leży cicho... Ostatnia wielka, straszna skarga

Wyszła mu z ust wraz z jękiem, gdy drżący i blady

Pocisnął cyngiel — padł strzał — zbiegły się sąsiady,

Drzwi otwarli, a widząc trupa na podłodze,