Co pękała w gorączce, i pytał sam siebie:

Co jutro? Lecz co jutro? Czy z okna się cisnąć?

Czy żyć dalej o ledwie nie żebranym chlebie?

Dalej walczyć z tym losem, co kościaną ręką

Pochwyciwszy za gardło, pierś gniecie kolanem,

I, jak upiór, się poić zda ofiary męką,

Unicestwianą siłą i życiem złamanem?

Dalej za nędznej strawy kęs uginać karku,

Zapierać się swej duszy, pragnień, woli, wiary,

Myśl swą, krew swą przemieniać w towar na jarmarku,