albo na nieba patrzał błękit czysty,

albo na spinek swoich ametysty.

A czasem leżąc w łodzi, mimowoli

wracał pamięcią w swoje dawne strony,

do swoich łanów i do swych topoli,

do swoich wiklin — i do Kufke-żony,

która tymczasem Kufkemu kark woli

obejmowała białymi ramiony...

Tak sądził, chwiejną kołysany łódką,

nie wiedząc, że to trwało bardzo krótko...