otwarła biurko, gdzie kluczyki kładzie,

i list przypadkiem spostrzegła w szufladzie.

Wzięła i zbladła trochę i z powrotem

chciała położyć — wyjęła z koperty

i jęła czytać te słowa, z łoskotem

wielkim pisane, bez logiki, per ty.

Zarumieniła się, znów zbladła, potem

zgarnąwszy nowych „Mód paryskich” sterty,

usiadła na fotelu z listem w ręku,

przegięta, w włosów rozsypanych pęku.