Siedziała długo, w tył schyliła głowę,

list na kolana padł, ręce jej zwisły;

przez twarz jej bladą szły ognie pąsowe,

i pierś wznosiła się w sukni obcisłej.

Dreszcze ją jakieś wstrząsały nerwowe

i w oczach jakby dwie wielkie łzy błysły — —

przycięła usta i nogę na nogę

kładąc, westchnęła... List spadł na podłogę.

Siedziała długo. Wtem ozwał się dzwonek — —

drgnęła, wydęła usta, marszcząc czoło,