Czar znikł, jak lotnych obłoków flotylla,

gdy je po morzu w nicość wiatr rozrzuci.

Zrozumiał, że w tej chwili do zenitu

doszło u niego uczucie dosytu.

Zrozumiał, że już więcej tu na ziemi

wydobyć nic już nie zdoła z użycia,

zanim go starość z szczękami trupiemi

chwyci, z ciemnego wypełzła ukrycia.

Tu, nad wodami siedząc błękitnemi,

swą najpiękniejszą miał godzinę życia,