Pani Irena szła, a Henryk wstawał,

nie będąc pewny, czy widzi na jawie,

czy też złudzenie go bierze na kawał

i ambetuje28, jak mówią w Warszawie.

Ona! Tak, ona! Czyżby nie poznawał?!

Ta sama gibkość i smukłość w postawie,

te same ruchy, rysy... Święte bogi!

Irena! Ona!... Zerwał się na nogi.

Wraz z nim zerwała się z ławki Viola,

która dotychczas patrzała na morze.