albo monument... List, który trzymała

w ręku, od palców kurczowych uścisków

zwinął się w biały, pomięty papilot29

a usta były jej, jak działa wylot,

dopóki lontu kanonier nie zniży...

Straszliwy otwór... Wtem krew jej na lice

buchnęła, o krok jeszcze przyszła bliżej

i na Henryka oczów błyskawice

zwracając, oczów, jak sierć kolcozwiérzy,

list odrzuciła precz na fal śnieżyce