mych myśli, czuć. Po cóż — mówiły — po co

byłyśmy, jeśli mniej trwania w nas, niźli w skale

podłej, z której się żwir i głazy wygruchocą?

Po coś ty rodził nas i my rodziły ciebie?

Pytały tak, a ja, jak gdybym na pogrzebie

pochodnią tylko był i więcej niczym, wkoło

świecąc na smutku mrok i na zgryzotne kiry10,

tak szedłem — — milczał las, woń stęchłą zioło

dawało z błot, i mchy, nad wodne wiry

zwisłe, dławiły dech... I ciągły szum: Gdzie my?