Znikąd nie czeka już pomocy —

i cicho drży, listowiem wzdycha.

I tylko konar oszalały

szamoce się i daje znaki,

że... Nie. To gałąź osiodłały

pędzące na niej w świat dzieciaki.

Gdy dnia pewnego, nocy pewnej

mój świat bezładnie się zakręci —

ktoś może na mym wierszu śpiewnym

pogalopuje bez pamięci.