Dnia 8 czerwca 1796, w Dreźnie
Wypełniam rozkazy Jwwcpani Dobrodziejki, ale nie z małym dla siebie żalem; gdyż jej strata jest także moją i nigdy dosyć w życiu moim nieodżałowaną. Choroba N. Królewicowej od dwóch lat przeszło się zaczęła; w piersi jednej okazały się guz i twardość; jedni to nazywali rakiem, drudzy twierdzili, że to tylko twardość. Operacją czyniła w tej piersi lat temu dwa: po niej dosyć była zdrową, ale to krótko trwało; znowu się guzy pokazały i po tej stronie wielkie w całej ręce boleści; cierpiała ta Pani cierpliwie, ale niezmiernie; kuracją zaczęła i przez dwanaście niedziel nikogo prócz domowych i mnie nie widziała. Doktorowie raz powiadali, że lepiej, drugi raz, że gorzej; nareszcie gorączka codzienna przyszła, z nią zniszczenie... Dysponowała się na śmierć świętobliwie i z wszelką przytomnością: skonała 30 kwietnia w nocy. Pierś się otworzyła kilku niedzielami przed śmiercią. Eksenterowano389 ją i znaleziono tysiączne, jak mówią, przyczyny do śmierci; ja już tego i słuchać nie mogę, bom najlepiej widziała, że innej nad tę pierś nie było... Ale cóż czynić? Ta szkoda nieodżałowana już się stała! Ja na to ledwo żyję i wspomnieć sobie tej Pani bez wielkiego żalu nie mogę. Królewica dotąd nie widziałam; raz mówią, że zdrowszy, drugi raz, że i on niedługo pożyje. Czemu wierzyć, nie wiem! Księżniczkę Marię widuję, kocham ją jak moje życie, ale wszędzie na tym miłym świecie są przeszkody, a więc ja tylko co dzień raz bywam u niej. Jest nieoszacowana, charakter ma wielki. Królewicowa umierając oddała ją szczególnej protekcji królewnej Elżbiety, siostry królewica. Jakoż ta królewna bardzo ją kocha: jest to pani wielkich przymiotów, szczerze żałowała królewicowej i niezmiernie przywiązana do brata... Dopraszając się, abyś mnie Jwwcpani Dobrodziejka przechowała w łasce swojej, zostaję z prawdziwym szacunkiem
Jwwcpani Dobrodziejki najniższą sługą
L. Moszyńska.
Szczególnym prawdziwie zdarzeniem i jakby w dowód oczywisty, ile się przywiązał do żony, królewic, od jej śmierci mocno chory, umarł po niej w kilka miesięcy. Została bez matki i ojca nieszczęśliwa księżniczka Maria390! Bóg wziął ją w opiekę, bo tak zwykł zawsze z sierotami czynić. Ledwie rok od śmierci rodziców upłynął, kiedy goszczący w Dreźnie książę sabaudzki, Karol de Carignan, upodobał ją sobie i pojął za żonę. Ta pani żyje dotąd; weszła w powtórne śluby i zowią ją dzisiaj księżną Monléard. Z dwojga dzieci, które pierwszemu mężowi powiła, córka Maria Elżbieta Franciszka zaślubiła sobie 1820 r. brata cesarza austriackiego, arcyksięcia Rajnera, wicekróla lombardzko-weneckiego; syn zaś Karol Emanuel panuje na tronie sardyńskim. Świdzińska używając przez całe swe życie najczystszego domowego szczęścia i pokoju, sześć córek, z których cztery dotąd żyją, i dwóch synów zostawiła; z tych już dziś do sześciudziesiąt wnuków i prawnuków powstało. Z tych, jako z prawdziwych dzieci swoich, ojczyzna korzysta i korzystać będzie: jedni krew za nią przelewali, drudzy światłem ją bogacą, młodzi rosną na jej posługi i chwałę, a płeć żeńska cnót domowych wzory daje.
Przypisy:
1. Jmć (daw.) — skrót od „jegomość”. [przypis edytorski]
2. manifest — dokument wyrażający czyjeś poglądy i postulaty. [przypis edytorski]
3. uniwersał (daw.) — akt prawny ogłaszany przez króla. [przypis edytorski]
4. paszkwil — utwór wyśmiewający i zniesławiający kogoś. [przypis edytorski]