Pan starosta bawił blisko tydzień i pojechał; jak powróci, to już nie odjedzie sam, tylko z Basią. Zdaje mi się rzeczą niepodobną, żeby ona sama z mężczyzną nas odjechała, wierzyć mi się temu nie chce; ale jak zobaczę, to będę musiała uwierzyć. Basi szacunek i przyjaźń dla pana starosty co dzień większy, co dzień jej się lepiej podoba, chociaż kiedy tu jest, bynajmniej z nią nie mówi, tylko z Państwem cała rozmowa; im wszystkie swoje atencje150 okazuje, wszystkie afekta wynurza. Jak mówią, zawsze tak w każdej uczciwej konkurencji151 się dzieje, bo jakiż lepszy sposób pozyskania serca córki jak podobać się jej rodzicom? Za trzy tygodnie wesele, i ja, i wszystkie siostry będziemy miały nowe suknie. Basia nam je sprawia, jako i wszystkim pannom dworskim. Już z gości zaproszonych wielu odpisało, że przybędą; ale król i królewic posłów tylko przyślą, z wielkim moim żalem. Wątpię także, żeby księżna wojewodzina Lubomirska zjechać mogła, bo im nie wypada opuszczać teraz Warszawy, ale bardzo pochwala wraz z mężem zamężcie Basi: piękny list napisała z błogosławieństwem, z czego Jmć Dobrodziej niewymownie był szczęśliwy. Moja dezabilka będzie gotowa na czas, lecz fałdów przysiedzieć muszę, ile że Jmć Dobrodziejka tak na mnie łaskawa, że mnie często do swojej pomocy i usługi wołać raczy; dotąd Basia jedna, jako najstarsza, tego szczęścia używała, ale teraz Państwo chcą, żebym ja się wprawiała i umiała potem ją zastąpić. Już dwa razy miałam sobie powierzony klucz od apteczki; zdaje mi się też od tego czasu, żem spoważniała i że mi przynajmniej z rok przybył. O! muszę się pilnie przyglądać temu wszystkiemu, co Basia dla Państwa robi, jakie usługi im czyni, żeby jak ją nam pan starosta zabierze, nie tyle jej straty uczuli. O to tylko idzie, czy im tak potrafię dogodzić jak ona?

Dnia 12 lutego, we wtorek

W Warszawie z powodu zapust, a szczególnie z powodu szczęśliwie doszłej inwestytury królewica, uczt, balów, zabaw bez liku; pełne gazety opisów tych uroczystości. Do nas też niepomału zjeżdżają się goście i nie lada jakie robią na wesele przygotowania. Już prawie wszystkie pokoje gościnne zajęte albo przeznaczenie swe mają; folwark, probostwo, lepsze chałupy nawet użyte będą, jak się więcej zjedzie; kucharze i cukiernicy już zaczynają przyrządzać różne na te dnie specjały; wielkie pranie w domu: ogród, podwórza zasute152 sznurami z bielizną. Praczki wróżą Basi wielkie w małżeństwie szczęście i wielką miłość przyszłego męża, bo jak tylko prać zaczęto, z czasu153 mglistego zrobił się najpiękniejszy, mroźny, ale jasny, suchy i jej bielizna będzie taka biała jak śnieg, który w tej chwili wszystko pokrywa. Już niemal cała wyprawa skończona, dziś właśnie Jmć Dobrodziejka wysłała do Sulgostowa łóżka, kufer jeden srebra i dwa ogromne kufry z pościelą, z makatami, kobiercami itp. rzeczami. Łóżka będą bardzo piękne, żelazne, firanki do nich, kołdry i podniebienie154 adamaszkowe niebieskie, a na czterech rogach pęki piór strusich białych i niebieskich. Basia prawie co chwila ma za co całować ręce i nogi Państwa, tak ją obdarzają. Jmć Dobrodziej własną ręką w wielkiej księdze całą wyprawę155 spisuje; na początku są te słowa: Spis wyprawy, którą ja, Stanisław z Korwinów Krasiński etc. etc., i Aniela z Humtecktch, małżonkowie, dajemy najstarszej i najukochańszej córce naszej, Barbarze, oddając ją w dożywotni związek JW. Michałowi Sundzińsktemu, staroście radomskiemu, i wzywamy dla tej najukochańszej córki naszej błogosławieństwa niebios, i błogosławimy ją sami rodzicielskim afektem w Imię Trójcy Przenajświętszej, w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, Amen. Wypisałabym tu chętnie cały ten spis, ale naprzód, nie mam czasu — po wtóre, sama kiedyś podobnej spodziewając się wyprawy, i spis taki, a co lepsza, takie błogosławieństwo otrzymam.

Dnia 20 lutego, w środę

Już za pięć dni wesele, pan starosta przyjechał wczora; zadrżała Basia jak listek, gdy go pokojowiec wprowadził do sali; dziś spodziewamy się pana wojewody, pułkownika, księdza Wojciecha, pani wojewodziny Granowskiej, siostry pana starosty, z mężem. Druga jego siostra, pani Lanckorońska, kasztelanowa połaniecka, zjechać nie będzie mogła; bawi teraz na Podolu z mężem, w dobrach jego, w Jagielnicy. Basia bardzo żałuje, że jej nie pozna, bo tyle dobrego wszyscy o niej mówią. W piękną familią Basia wejdzie, sami zacni i pobożni ludzie, i tak dla niej grzeczni i uprzejmi, jak gdyby księżną była. Już wyprawa zupełnie ukończona; to, co jeszcze nie poszło do Sulgostowa, ułożone w kufrach i klucz oddany pannie Zawistowskiej. Bardzo Basi miło, że ją mieć będzie; nawykła patrzeć na nią od dzieciństwa, będzie jej się zdawało, że jakąś cząstkę domu rodzicielskiego w niej zawiezie na nowosiedliny156 swoje. I wiele innych osób z Maleszowej z sobą zabierze: dwie pokojówki, dwie dziewczynki, córki swoje chrzestne, już edukowane do robót knopfsztychowych157, garderobianę i panienkę wcale158 dobrego urodzenia, dziwnie żwawą i fertyczną159, Ludwisię Linowską, która od lat kilku jest u nas i Basię kocha nad życie. I więcej się tu kobiet przyszłej pani starościnie zaleca: gdyby tylko Państwo pozwolili, mogłaby ich mieć ze dwanaście. Jak ja kiedy będę szła za mąż, to muszę wziąć jeszcze więcej: już trzem dziewczętom uroczyście przyrzekłam, że je wezmę; jedna z nich córką jest naszego Jacentego, który mi za to przyrzeczenie do nóg się ukłonił i pierwszy raz w życiu rozmarszczyło mu się czoło.

Dnia 24 lutego, w niedzielę

Jutro ślub Basi, gości nazjeżdżało się co niemiara, już są wszyscy posłowie; posłem króla jest minister Borch, księcia kurlandzkiego kasztelanic Kochanowski, zausznik160 jego, bardzo przystojny i grzeczny kawaler — prawdziwie jaki pan, taki kram — że innych pominę. Wszyscy, jakby słowo sobie dali, przyjechali wczora; wjazd ich był prawdziwie wspaniały. Państwo, uprzedzeni będąc o dniu i godzinie, wszystko kazali mieć w przyzwoitym porządku; oni jeszcze zbliżając się do zamku dawali znać o sobie; przed każdym występowała nasza dragonia, bito z armat i z ręcznej strzelby, muzyka brzmiała. Najwięcej honorów odebrał jednak poseł królewski: Jmć Dobrodziej z odkrytą głową czekał go na moście, a skoro wstąpił, zebrani goście, dworzanie, dworscy, liberia, w szereg ustawieni do samych drzwi wchodowych, krzyknęli „Wiwat! i skłonili się do ziemi. Dziś w przytomności wszystkich, przed wybranymi na to świadkami, pisana była intercyza161, czyli kontrakt ślubny; co zawiera, nie wiem, bom nic jej nie zrozumiała; wiem tylko, że nasza panna młoda prześliczne dostała podarunki: od pana starosty trzy sznurki pereł uriańskich162, zausznice modne diamentowe i różyczki takież, z uszkami u spodu do nawlekania; od pana wojewody krzyż diamentowy suty i egretka na głowę z trzęsidłami diamentowymi163; od pana pułkownika zegarek paryski z emalią i z łańcuszkiem białogłowskim; od księdza Wojciecha różne relikwie, od każdego z krewnych upominek; zarzucona jest nimi, ani śmie wierzyć, że tyle bogactw do niej należy. Jedynym jej kanakiem164 dotąd (prócz pierścienia, którym zaręczona) był pierścionek z Matką Boską, i dla tych przecież nowych i pysznych klejnotów starego przyjaciela Basia nie porzuci. Dłużej pisać nie mogę, właśnie mi pokojówka dezabilkę wypraną i uprasowaną przyniosła: prześliczna; trzydzieści jest w niej gatunków kratek i robótek, muszę wykostkować165 sama niektóre, a potem zaniosę pannie Zawistowskiej, żeby ją pannie młodej na jutro rano nagotowała. Już widzę, jak jej ślicznie w niej będzie.

Dnia 26 lutego, w ostatni wtorek

Otóż już panny Barbary na sto koni nie dogoni, jak mówi Macieńko; już panią starościną. O! ślicznaż to, uroczysta i tkliwa rzecz takie wesele! A co wesołości, zabawy, tańców! Ale wszystko muszę opisać porządnie. Wczora raniuteńko pojechaliśmy wszyscy do kościoła do Lisowa, państwo młodzi spowiedali się i do komunii przystąpili; przez całą mszą śpiewaną klęczeli razem przed wielkim ołtarzem, a po mszy świętej nasz proboszcz dał im błogosławieństwo. Panna młoda była w mojej dezabilce, w której zgadłam, że jej prześlicznie; szkoda tylko, iż dla166 zimna musiała wziąć na wierzch salopę białą grodeturową167 z lisami białymi, i trochę się pognietła; na głowie miała piękną fryzurę, a na wierzchu długi welon koronkowy. Wróciwszy do zamku, po sutym śniadaniu przystąpiono do ubioru panny młodej. Dwanaście pań poważnych ją ubierało, a Jmć Dobrodziejka na czele. Miała suknią przepyszną z materii białej w szerokie pasy atłasowe i morowe, z wielkim ogonem, a u dołu falbana z koronki brabanckiej z kampanką168 srebrną; na przodzie bukiet z rozmarynu, a na samym środku głowy wianeczek takiż na łubku169 złotym, na którym wierszami życzenia dla Basi, dzień i rok ślubu. Bardzo jej było do twarzy. Klejnotów żadnych Jmć Dobrodziejka wziąć nie pozwoliła, bo kto się w nie do ślubu stroi, kwaterką łez potem każdy odpłakać musi. Basia i tak dosyć płakała, aż jej oczy zapuchły. Nim jej Jmć Dobrodziejka wianek przypięła, starym obyczajem włożyła w środek dukat z roku urodzenia się Basi, chleba kawałek i soli bryłkę, ażeby jej nigdy na tych potrzebnych rzeczach w tym nowym stanie nie zbywało, a chcąc przykrości małżeństwa (które mają być bardzo wielkie) zawczasu córce osłodzić, przydała170 i cukru kawałek.

Trochę pierwej171 przed Basią my, druhny, zeszłyśmy na dół; dwanaście nas było, wszystkie w bieli, przy bukietach i w kwiatach na głowie, a najstarsza z nas lat osiemnaście niedawno skończyła; u drzwi bawialnej sali czekały nas dziewosłęby, czyli swaty, ksiądz Wojciech i pan pułkownik. W sali zastaliśmy już pana młodego z dwunastu drużbami i całą kompanią. Niesiono za nami tacę ogromną, bukietami przepełnioną, każdy z nich rozmaryn, mirt, cytrynowe, pomarańczowe gałązki i barwinek w sobie mieścił, każdy białą wstążką był związany.