— Salomon.

Pewien lord, który nie mógł trafić do wejścia

(majordomo był coraz pijańszy),

nagle krzyku narobił w ogrodzie.

Miał ze sobą tomik giełdowych sonetów

i laskę ze starożytną gałką.

Tedy23 damy lały go „Apollinaris”24,

a on ciągle bełkotał bez sensu,

że się boi strasznego sensu.

Jakiego strasznego sensu?