w ogrodzie — mówi — strumienie.

Potem zarządzono małą przerwę, takie chwilki,

kiedy bezrobotni sprzedawali motylki.

I motylków było tak dużo!

Nie wiedzieć już, czy nie z muzyki wyleciały

te motylki, te 89, te madrygały31,

100 000, very much32, bardzo dużo.

Dzieci, które na bal wpuszczono,

niosły w palcach swoją duszę zachwyconą

i śpiewały, i klaskały, i wołały,