Uderzyli muzykanci w nowe echa,
zakręciło się jesienne kołowanie
(stare flety, a na fletach malowanie —
taniec... jak w karczmie, taniec...).
Trzecia może była, może trzecia,
jak topazy34 lśniły oczy zookobiet,
raz po raz złoty wietrzyk przeleciał
nad włosami i przepadł w parowie.
A ten parów to nie rym, to nie wykręt —
to było to miejsce na sali,