rozrosła mu się okaryna
i zadusiła, i przygniotła
tego człowieka, który miał
glinianą małą okarynę.
Trzeba było wlać w muzyków wina,
kiedy bal się ku świtowi przeginał,
żeby usta, żeby dłonie muzyków
znowu miały delikatność roślin,
takich roślin, co się pną, co się krzewią
kontorsjami49, rozrostem nonsensu,