stojąc, pełne spokojnych kart w złotej cytrynie światła
i światło — miłość przedmiotów — płynęło sokiem zachwytu,
napływającym do głowy.
Ach błękit, ach mszalne dociekania, ach to, co się czepia brzóz...
Świat jak pokój dziecinny pełen był wtedy zabawek
(strasznych nianiek jeszcze nie zdemaskowano),
jak równia pochyła z infuzorii4;
drzewa jeszcze szumiały,
i niejedno miało serce z prawej strony.
Na peryferii zdarzeń