ważyły się wtedy miraże,

każdy motyl miał swoje miejsce,

każdy żuk swego patrona,

każda woda swój zachwyt należny,

błękit jeszcze nie był taki okrutny,

a śnieg jeszcze nie był taki śnieżny

i ja nie byłem jeszcze taki smutny —

daleko od balu u Salomona5...

Jeśli opóźniam jądro tematu,

nie gniewaj się.