chciałem mówić coś — uwięzło krzykiem —

i umilkłem. A goździk zwiądł.

Fleciki bukszpanowe, fleciki małe!

jak ból zęba fleciki!

Dokąd mnie ciągniecie wy, wonie oszalałe,

wy, schody w lustrach, wy, muzyki?

Już była przecie i partia organów,

100 000 piszczałek, 100 ludzi.

Jestem jak monstrum na dnie oceanu,

które się bardzo nudzi.