W barze, co się zwał „Castellum Neptuni103,

wozliegali104 panowie w grotach

i mówili, że Gide105, o Valéry106 i o lunie107

wiadomo — jak zwykle — hołota.

Wspominali, że dawniej jakiś inny był Rzym,

inny rynek i inne płace,

a tymczasem z tych chuchnięć, przez ten strumyk, przez dym

raki radców wychodziły na spacer.

Takie małe, malutkie, co nie dobił ich rad108,

sekreciki, od których się kona...