I tak szły farandolą109, prosto w szafir i w sad,

który rósł pod domem Salomona.

Och i śmiały się raki, owe raczki, raczuszki,

wspominały te smaki, te gruszeczki, te gruszki,

przygrywała im z góry muzyka...

Chaîne, messieurs!110 Potem w górę, w groty srebrno-ponure,

chlup! i znowu pod serce radczyka.

Dał dyrygent znak gwizdkiem,

skurczem ust nowy rytm poddał

I znowu grano na wszystkiem: