nasi ludzie, budowniczowie pogody,

i słońce, słońce, słońce, które przodem pójdzie

przez ogrody, ogrody, ogrody;

i wiatr, i wiatr w liście, i znów wyrażalna trudno

nuta, drzazga cudowna pod sercem samym.

Powiedz, skąd jesteś, nuto; powiedz, skąd płyniesz, nuto,

nuto-latarnio idąca przed nami.

To w niej, w tym błysku nagłym: twarz jakaś, chmura jakaś,

jakiś sierpień, dom, dzikie wino —

i — jak burza odetchniesz, lecz nie deszcz będzie płakać,