po Nalewkach się błąkał twój kabriolet stary,

noc zmieniała się w strofy, a strofy w dolary...

hélas!9 strofy są zawsze, honoraria — w środy.

I takeś, o Konstanty, gwizdał po Warszawie,

jak jakiś wzniosły Rilke10 albo zgoła Irzek11;

prawie co noc w Empirze12 grywałeś na lirze,

rachunki dobrzy ludzie płacili łaskawie.

Ale wszystko się kończy i odjeżdżasz oto,

łzy Eleonory zmieszały się z deszczem,

odjeżdżasz... never, never!13 Zostań chwilę jeszcze,