nade mną. Tyle siły, żeby ledwo nie zaznać schronienia pod
rękami i liśćmi, tyle odwagi co brudu za paznokciem, którym
skrobię pracowicie odpoczynek w ziemi, a Bóg mnie jeszcze
na tyle nie spotkał, na zawadzie nie miał, żebyśmy mogli
polegać na sobie. Którędy wraca bezpowrotne — przed sobą
gubiąc ślady, nie o drogę pytam, ale o wydrążone miejsce
wśród małego życia, o mój dołek w piasku, czy nie zasypany.
Tak mi przybyło na wróbla przez podwórze.
Dom
Trzyma mnie w swoim wnętrzu, nisko od korzeni do ciem-