w krąg swój rozpoczynasz, nieustający krąg swój zataczasz

we mnie, wieczny szelest.

Pojemne

mówię oczy, patrzę zapach, pachnę las, czyimi płucami

oddycham

słyszę gorzkie coraz ostrzej sosnom do igieł, wyłaniam kraje

kory pękate, drzewa nie swoje — czym dla nich jestem, ziemią

ich czy śmiercią, jakby śmiertelnym urodzajem siebie

one też z bieli formują w skok zielony

***