Gnieździ się żarłoczne w oddechu, męczy się do mnie po

omacku, gdzie ja w głuszy, w skorupie równie pisklę schronio-

ne co ziarno, nasza ku sobie udręka żywienia, kiełkowania,

wyklucia, nigdy nie dość własna — to w ptaku, co ziarno pcha

w kłosy czy w jabłoń.

Na dwu i na czterech łapach

po co ta przytulność, którą widać przez palce

mało wzięłam a przecież i temu nie wybrzęczę, nie dojrzę,

nie dosłucham, ledwo się o mnie otarło i już już własne, kwili

dawnym wilkiem, całym matecznikiem odbrzęknie