Donikąd nie chce, uwięzło w swoim, do progu po psiemu
przywarło, żeby chociaż cień wygrzać, skomli o szczodre
poszycie, o dach nad głową — z czego mu wezmę, kiedy każdą
słomką przepłacam rozstaje, niech ominą ten kąt, gdzie ra-
zem pulsujemy w jedno. Tarmosi o byle przeszłe kroki, prze-
budzenia, o piłkę — tu, wśród bliskich, zawsze mu dłużna.
Kawałek ziemi pewnej
co ja się nachodzę, żeby okryć to kochane zawcześnie
ile gniazdo okrąglę od czerwonej wstążki z warkocza, /a już moszczę siwym
ile czekam na pisklę piórko za piórkiem