szy w rozgadane zdziebko i potrzęsie domem, a skąd samo

nie wie, nawet skóry nie ma — skądeś, mimo, niechcąco aż

moje.

***

Krzesło to krzesło — strugali je inni a mnie nie bolało. Ogród

ma się dobrze, co mi do gałęzi, same się szacują. Nie wchodzę,

nie wychodzę. Ogłuchłam na wszystkie drzwi, którymi by

dziać się mogło, witać się zaczęło.

W gospodarstwie

Jak to w gospodarstwie, raz wzejdzie, raz uschnie. Głupie