bez ubrania idą. Uduszeni krawatami. To są mężczyźni, idą

równo, śpiewają, niosą ostrza albo karabiny. Cienkie druty

zadusiły tych ludzi, za głęboko weszły w gardła, żeby mogli

mówić o śmierci, więc o śmierci idą: idziemy w równych

rzędach, nie możemy wyjść ze stołów i ławek, mieszkamy

w ścianie, nocami wirują domy, w dzień koło staje i wszystko

wraca znowu, dobre oczy przygotują cię znowu do mijania

rzędów ludzi pionowych, ukośnych i płaskich, dobre ręce

wydźwigną cię znowu, dobre nogi poniosą cię znowu i zno-

wu życie ślimaka otwierane powoli specjalnym nożem. Tak